Na hasło „ożywienie życia erotycznego” większości z nas przed oczami stanąć mogą groteskowe sceny z pikantnych komedii…Wiązanie, przebieranki, mazanie się czekoladą – a do tego przerwanie tych intymnych chwil przez osoby trzecie w najmniej spodziewanym momencie.
W rzeczywistości owo ożywienie wcale nie musi się wiązać z kupowaniem rozmaitych gadżetów, członkostwem w klubie swingersów czy uprawianiem seksu w lesie (choć oczywiście może). Przede wszystkim warto pamiętać, że najważniejsze są indywidualne preferencje. Każdy ma inne potrzeby seksualne i to o nich powinniśmy myśleć w pierwszej kolejności – także przy tzw. „urozmaicaniu” życia łóżkowego.
Pary, które są ze sobą od dawna często dostrzegają, że seks nie cieszy ich już tak jak na początku znajomości. Zmienia się charakter relacji, a wraz z biegiem lat – następują też wahania, jeśli chodzi o częstotliwość, z jaką chcemy się kochać.
Nie sposób oczekiwać, że po kilku czy kilkunastu latach razem nadal będziemy się na siebie „rzucać” tak jak miało to miejsce w pierwszej fazie zakochania. Życie łóżkowe nie musi jednak dogorywać, a sypialnia nie musi być areną spełniania przykrego małżeńskiego obowiązku. W każdej fazie związku można bowiem czerpać z seksu radość. Najważniejsze jednak, by z partnerem rozmawiać o swoich potrzebach, a także fantazjach i w miarę możliwości – realizować je.
Rutyna to jeden z wrogów pożądania – dlatego warto wprowadzać zmiany w sposobie uprawiania seksu, korzystać z rozmaitych nowości, przemóc się i zaopatrzyć w jakiś gadżet (to nie muszą być od razu akcesoria sado-maso, czasami wystarczy olejek do masażu, jadalna bielizna, specjalne czekoladowe mazidło czy koronkowa bielizna). Warto też przestać myśleć o swoim partnerze w kategoriach „codziennych” – można przecież zorganizować wspólny wyjazd na weekend, czy nawet godzinowy pobyt w hotelu. Kluczem do odnowy namiętności jest bowiem spontaniczność.

Udostępnij :)

Comments are closed.